ESEJ O ANDRZEJU RODANIE

ANDRZEJ RODAN, pisarz, filozof, historyk kultury, autor wielu bestsellerów wydanych w nakładzie blisko trzech milionów egzemplarzy, które dały mu ogólnopolską popularność, jak m.in. powieści: "Okolice porno shopu", "Ostatnie dni Sodomy", "Moje życie z Marilyn Monroe", popularno-naukowa "Historia erotyki". Samo wyliczanie książek Andrzeja Rodana przypomina listę bestsellerów. Rodan to niezwykle ciekawa, prowokująca, frapująca i kontrowersyjna osobowość. Po kilku latach milczenia wydał ostatnio bulwersujące powieści "Styropianowy gang", "Mandaryni" (okładka tej książki przedstawia nagą kobietę wiszącą na krzyżu) oraz "Disneyland", które znów są pełne erotyzmu, obsesji, mocnych scen, bezlitośnie obnażają związki polityki i biznesu z mafią. Karl von Bülow Verlag ma niebawem opublikować najnowszą powieść Rodana "Seryjny monogamista, czyli historia w pewnym sensie prawie miłosna" oraz powieść "Dzikie gęsi" (prequel "Seryjnego monogamisty"), które znów zapowiadają się na kolejne bestsellery. Andrzej Rodan nie jest klientem opiniotwórczych czasopism nadmuchujących anemiczne "sławy" literackie. Jest jednym z najciekawszych współczesnych polskich zjawisk literackich. Rodan ma autentyczne cechy wielkiego pisarza i jest jednym z największych prozaików naszych ostatnich pokoleń.

"ANDRZEJ RODAN, historyk kultury, filozof, skandalizujący pisarz, którego książki były publicznie wyklinane, palone w telewizji i wywoływały wręcz histeryczne polemiki prasowe, pisze osobliwą, obrazoburczą powieść"...
("HERETYK" - rozmowy z Andrzejem Rodanem, "Angora")

Owa heretycka, obrazoburcza powieść to "Książę i Magdalena" (wówczas jeszcze z roboczym tytułem: "Grzeszne namiętności") inaugurująca wielkie czterotomowe dzieło Andrzeja Rodana zakończone ostatnim zamykającym ogniwem - powieścią "Disneyland".
Prześledźmy tę pasjonującą przygodę intelektualno-literacką, tworzenie opus magnum, które na kilka lat wyłączy pisarza z wydawniczego rynku. Rodan świadomie wycofuje się w zacisze gabinetu w okresie, kiedy jego twórczość wzbudza największe emocje i skrajne namiętności, kiedy pisze się o nim z jednej strony nienawistnie: "wydawcę w ręce prokuratora - pisarza w ręce psychiatry!", a z drugiej płomienne peany: "Jedni w arcyciekawych, mocnych książkach Andrzeja Rodana widzą tylko seks, brutalne słownictwo, pornografię. Drudzy zaś dostrzegają w nich prozę najwyższego formatu, literaturę XXI wieku, filozoficzny traktat o współczesności, niezniszczalnych urokach życia i... prowokację. Bo rzeczywiście Andrzej Rodan jest gwałcicielem wszelkich tabu i zakłamanych konwencji, jest mistrzem dialogu i nastroju, prorokiem nowej wrażliwości obyczajowej. Jeden z przeciwników pisarza domaga się zakazu publikacji, inny pali książkę w telewizji, zaś wielbiciel głosi: Rodan jest pisarzem genialnym! - ("Andrzej Rodan - pisarz zakazany", str. 4).

* * *

Bywa tak, że diabeł pomaga pisarzowi, ale najczęściej to właśnie pisarz tworzy szatana. Diabłem zafascynowanych było wielu twórców, że wymienię tylko kilka nazwisk z literatury rosyjskiej i niemieckiej: Gogol, Dostojewski, Puszkin, Bułhakow, Goethe, Tomasz Mann.

Po pomoc szatana sięgnął również Andrzej Rodan, ale najpierw sam go stworzył - jako Księcia Beherita, arbitra historii, eksterioryzatora - w cyklu czterech powieści wydanych drukiem w latach 2001-2002: Książę i Magdalena, Styropianowy gang, Mandaryni, Disneyland.

Akcja czteroksięgu zaczyna się w 1981 roku, w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego a kończy w lecie roku 2002, ma wątek historyczny, judaistyczny, jak również dotyczący korzeni chrześcijańskiej przeszłości. Rodanowski Książę jest ulubieńcem Boga, jakby jego zastępcą, wysłannikiem, a może synem ("jeśli Bóg mógł się wcielić w człowieka, mógł się również wcielić w szatana!"), otrzymał od szefa wolną wolę, pociąga więc w naszym kraju za sznurki, obsadza stanowiska, korumpuje, judzi, kaperuje, bawi się w rzeźbiarza dusz polskiej elity politycznej i w ten oto sposób ma wpływ na stopniowy demontaż państwa.

Książę Beherit nie ma nic wspólnego z tradycyjnym diabłem znanym z baśni, klechd ludowych, czy też rejowskiej wizji króla rozterek Warchoła i króla pychy Darmopycha: "łeb jako u niedźwiedzia, a baranie rogi, zęby jak u wieprza, a u szkapy nogi, ręce jako u żaby... miecz goły dzierży w ręce, a w drugiej buławę"... Między nim, a tamtymi czartami jest różnica, jak między komputerem a gęsim piórem. Książę jest to: czarujący, przystojny, inteligentny, dowcipny, postawny mężczyzna o szczupłej, śniadej twarzy ozdobionej krótko przystrzyżonym wąsikiem i hiszpańską bródką.

Każda teściowa widziałaby w nim idealnego kandydata na zięcia.

Rodan stworzył efektowną, intrygującą postać szatana, nie ma on charakteru faustycznego mitu (jest tylko teatralne odwołanie do tegoż mitu: Książę i Magdalena są na spektaklu "Fausta"), miast grozy budzi sympatię, jest humanistą i zarazem technokratą, mówi "komputery nie kłamią" i słowa te mają wydźwięk sentencji.

Z potrzeb ludzkich Książę odczuwa jedynie potrzebę miłości. Najpierw do Marii Magdaleny, która opuściła go dla Jeszui Nazarejczyka, "fałszywego proroka, opętanego zaprzańca, który chciał uszczęśliwiać innych ludzi, natrętnie odczuwał swą boską wszechmoc, heroiczną misję i w urojeniowych omamach całkowicie oderwał się od otaczającej go rzeczywistości".

A później miłość do współczesnej Magdaleny, która wyglądała jak pierwsza nagroda dla Sprawiedliwych, wędrowniczka do Krainy Niemożliwości, żywe wspomnienie Tamtej, której kości rozwłóczył pustynny wiatr...

Książę Beherit ma swoją wizję świata, którą streszcza w rozmowie ze swym najbliższym, wiernym pomocnikiem elewem Szkaradem, mówiąc w "Disneylandzie", ostatniej powieści kończącej cykl:
- Na świecie istnieją tylko cztery wszechpotęgi: Ja, dolar, miłość i literatura! Te trzy ostatnie niekoniecznie w tej samej kolejności.

* * *

Bohaterowie Księcia i Magdaleny, Styropianowego gangu, Mandarynów oraz Disneylandu - cyklu czterech powieści bezlitośnie obnażających związki polityki i biznesu z mafią, tworzenie się fortun i karier rodem z Nikodema Dyzmy - przypominają ludzi z pierwszych stron gazet. Zenek Kokot, mechanik samochodowy za tak zwanej komuny, zostaje po dojściu do władzy "Solidarności" wicepremierem, Karol Lewak, cinkciarz spod "Pewexu", staje się poważnym businessmenem i posłem na sejm, a następnie szefem prawicowego ugrupowania, toż samo posłowie: Szczepan Wesołowski, Czarek Czarkiewicz, ministrowie Dudyk i Bożydar, marszałkowa senatu, profesor Zofia Mietkowiak (autorka pracy: Dziewicze usta Najświętszej Maryi Panny przekazują światu pocałunek wiecznego pokoju - najgłębsze i najdelikatniejsze objawienie ducha chrześcijańskiego), że nie wspomnę o Wielkim Bolu, Który Obalił Komunę.

Miernoty wyrastają na Giganty. Piskorze na Wieloryby.
Oni nikomu nie ufają i nikt im nie ufa. Nikogo nie lubią, i nikt ich nie lubi. To o nich pisze Rodan: "gdyby politykowi serce przeszkadzało w karierze, kazałby usunąć sobie serce". Łączy ich jedno: są klientami Księcia.

I wszyscy są symbolem politycznych sprzeczności. Jak pisze Rodan: "zmieniają swoje poglądy tak często, jak prostytutka klientów", a w usta Księcia Beherita wkłada pełne goryczy słowa: "kraj bohaterów i parszywców."

Elew Szkarad, wierny pomocnik Księcia - słynący z barwnych potoczystych metafor, renesansowo jędrnych określeń lingwistycznych - tak określa polską klasę polityczno-gospodarczą: "oni są takimi entuzjastami wziątek, dobrowolnie, bez przymusu, żonglują, kuglują, strugają, glansują, tu nie trzeba nacisków, kopów, żadnych manifestów, żadnych ponagleń z naszej strony, można ich samopas puścić. To siarczyści entuzjaści dywanowych nalotów na mamonę, mająteczki, akcje, depozyty, podarki, bezzwrotne pożyczki, mieszkanka za friko, domki z ogródkami, garsoniery, apartamenty, mebelki, samochodziki, aż furkoczą z podniecenia, nawet dietom centusie nie popuszczą, tacy kolekcjonerzy pełnej szkatuły. Jak u Ezopa: pomagaj sobie, a Bóg ci pomoże! To nałogowcy, kasofile, opętańcy, bakszyszmani, fetyszyści pieniądza. Kocham ich za to! Ach, te moje słodkie mysie, pysie!".

Wówczas Książę podsumował raport Szkarada krótko: "Wyznają zasadę Aureliusa Augustianusa: superflua non nocent, nadmiar nie szkodzi!"...

Ale w Disneylandzie, finałowej części czterotomowej sagi, Książę nie jest już tak wyrozumiały, chociaż szczęśliwy, bo rzucone przez niego ziarno trafiło na podatną glebę.
- Mają skarlałe serca i chorobę duszy! - Książę stawia ostateczną diagnozę.

A gdzież są ci, co zdrowie stracili dla tej nowej polskiej ziemi obiecanej, co zdrowie stracili oddając jej swoje siły i młodość, wiarę i marzenia, użyźnili ją swoją pracą, potem, krwią i łzami?

Co z tą resztą, która nie miała siły pieniądza i szampańskich humorów nowych właścicieli ziemi obiecanej, co z bezrobotnymi, emerytami, rencistami?

Rodan pisze gorzko: "reszta jest głośnym śmiechem".

* * *

W diabelskiej ekipie, obok samego szefa i elewa Szkarada, jest jeszcze latający doberman Kalong, który nie ma wprawdzie konwencjonalnych atrybutów diabelskości, ale jest psem-myślicielem o inklinacjach filozoficznych, a te tendencje trudno zaliczyć do czartowskiego arsenału pomocniczej brygady Szatana (Kalong ginie śmiercią samobójczą w końcowych partiach Mandarynów). I stąd też Szkarad po wysłuchaniu ostatecznej diagnozy szefa z zadumą wspomina psa (Disneyland):
- A gdyby jeszcze wiedzieli, co myślał o nich nasz Kalong. Gdyby to wiedzieli, to by im szynka z pysków wypadła!

* * *

W kolejnych tomach rodanowskiej sagi, z upływem czasu, pojawiają się dzieci głównych postaci z poprzednich części. To oni są sukcesorami godności, majątku rodziców, i podobnie jak tamci prą do przodu w systemie koleżeńskich poparć, układów, kumoterstwa, twardych łokci i przejścia po trupach.
Jednym z drugoplanowych bohaterów czteroksięgu jest ojciec Mateusz, twórca katolickiego radia, o którym mówi się, że swym nieprawdopodobnym talentem do robienia interesów potrafi zamienić piasek w złoto, "to ogrodnik roślin wątłych, które pod jego wzrokiem stawały się dorodne z niczym nieporównywalnym aromatem i kwitnieniem. Zawsze był to zapach pieniędzy".

Rodan charakteryzuje ojca Mateusza jednym zdaniem: "przerzucał się z jednego brzegu przepaści na drugi i zawsze po drodze zdążył wpaść do banku".

Ten korowód drugoplanowych marionetek jest tak sprawnie charakteryzowany, przy pomocy zaledwie kilku rysów, jak na przykład kandydatka na królową balu w Pałacu Poznańskiego (Disneyland), z bardzo dalekiego powieściowego tła: "najpierw była prominentem komuny, ale potem jej przeszło i tak się zaparła, tak się zawzięła, że gdyby miała urodzić dziecko za tej diabelskiej komuny, to nosiłaby je w brzuszku nawet dziesięć lat, albo i dłużej, żeby mogło się urodzić w niepodległym kraju".

Pełnymi rumieńców bohaterami są Robert, pisarz, i jego dziewczyna Luella. Robert pisze powieść o współczesnej polskiej paranoi, o tych, co rozdziobali Polskę : "obsiedli ją jak padlinę, a oni zasobni w stanowiska, władzę, z pękatymi sakwami, ciągle domagają się więcej, więcej, a Polska obdarta z szat wisi ukrzyżowana, jak to rozprawiczone dziwadło z widzenia świętego Antoniego, ścierka, bladź..."

Już od drugiej części sagi mafia całkowicie zadomawia się w strukturach politycznych i gospodarczych, a polityka i "szara strefa" tworzą system naczyń połączonych, bo pieniądz łączy wszystko. Abdul, dotąd pracujący na zlecenie wszechmocnego prezesa Konstantego Wołka alias Bacy, później jego konkurenta Truskawy, eliminuje stopniowo wszystkich dotąd wszechwładnych mafioso i na gruzach tamtych struktur buduje Nowe. Jest bardzo zapracowany: morduje, kocha i pierze brudne pieniądze. "Dla Abdula kończy się pracowite lenistwo".

Na pytanie swojej kochanki Dory (Mandaryni):
- Jak taki cudowny chłopak, jak ty, zostaje płatnym zabójcą?
Abdul odpowiada:
- Po prostu miałem szczęście!

* * *

Pisarz nie szczędzi czarnej barwy, nie oszczędza polskich elit snując swą przewrotną, tragikomiczną opowieść przy pomocy persyflażu, parodii, iście filmowych tricków, wypowiada własną prawdę o ludziach i świecie.

Groteska łączona z misterium, bufonada z tragedią: garden party w nowej rezydencji Karola Lewaka (Książę i Magdalena), bizantyjski przepych wesela Bartka Kokota i Oliwii (Mandaryni), bal charytatywny nowych władców ziemi obiecanej w salach łódzkiego Pałacu Poznańskiego (Disneyland), na którym zlicytowane zostaje za dwadzieścia pięć tysięcy dolarów futro o dźwięcznej nazwie "Anna Karenina". Futrzana "Karenina" staje się własnością bogatej nuworyszki, a Artur Pollan razem z Luellą komentują:
- Teraz jest tołstojowską Anną Kareniną. Będzie musiała uważać na koła pociągu.

* * *

W Disneylandzie stosuje Rodan arcyciekawy zabieg dramaturgiczny, przełamuje przestrzeń czasową, a mianowicie: sprowadza na ziemię twórców dziewiętnastowiecznej ziemi obiecanej, twórców łódzkiego mocarstwa bawełnianego - Karola Scheiblera i Izraela Poznańskiego. Łódź w dziewiętnastym wieku była miejscem koegzystencji czterech kultur: niemieckiej, żydowskiej, polskiej i rosyjskiej, miastem-konglomeratem narodowości. Ożywiając zmarłych ludzi, poprzez przemieszanie rzeczywistości z "nadrzeczywistością", pisarz każe nam zastanowić się nad sensem ludzkiej egzystencji, kruchością istniejących stosunków społecznych i politycznych, absurdalnością i obłudą świata żywych. Rodan w usta Księcia wkłada znaczące zdania:
- Umarli, mój Szkaradzie, wiedzą i pojmują więcej niźli żywi...

Już nie muszą być obłudni. Za życia nawet wiadro wody chluśniętej w twarz nie zmusiłoby ich do mówienia prawdy. A po śmierci - żadnych fałszywych nut. Radość życia przestała im zakłócać obiektywizm i prawdę... Tak, tak, śmierć jest tajemnicą, której sens wymyka się żywym...

Scheibler z Poznańskim oglądają swoje włókiennicze imperium, a właściwie to, co z niego zostało, czyli nic: opustoszałe hale fabryczne bez maszyn i ludzi, powybijane okna, nieogrzewane fabryki, składy puste, tory zarośnięte trawą i burzanem. Oaza stała się Saharą. Polnische Wirtschaft jest namacalnym faktem. Polnischer Misch-Masch.
Scheibler mówi do Poznańskiego: - "Dziękujmy Panu Bogu, że nie żyjemy, Izraelu Kalmanowiczu! Dziękujmy Bogu, że tego nie doczekaliśmy!"

Rodan sprowadza również na ziemię Seidemana i Saltzmana (postaci autentycznie istniejące), dziewiętnastowiecznych pośredników "materiałami łokciowymi", dzięki którym możemy zobaczyć miasto Lodzermenschów sprzed stu kilkunastu lat. I tu odzywa się w pisarzu historyk, jego wiedza i sprawny warsztat badacza (Andrzej Rodan ukończył studia na wydziale filozoficzno-historycznym Uniwersytetu Łódzkiego, jako Andrzej Borowiecki jest autorem cyklu interesujących esejów o kulturze dziewiętnastowiecznej Łodzi polsko-żydowsko-niemiecko-rosyjskiej: "Ziemia obiecana - złe miasto"). I może właśnie dlatego te części Disneylandu to krwisty fabularnie historycznoliteracki opis miasta, gdzie wydarzenie goni wydarzenie, fakty przeplatają się z fikcją, zapełniony pełnymi humoru komentarzami Seidemana i Saltzmana, którzy zwiedzają miasto, cmentarze, ulicę Piotrkowską, nie tylko w swych chasydzkich ubiorach, ale z dziewiętnastowiecznymi gustami, stylem bycia, jędrnymi wspominkami i opiniami.
Seideman zaczepiony przez małoletnich antysemitów-kibiców piłkarskich, z których jeden głosi pochwałę swego cwaniackiego sprytu, mówi: "to co wygląda na głupotę, w rzeczywistości jest głupotą, to co wygląda na cwaniactwo, jest cwaniactwem, ale to co się zdaje być mądrym - w większości przypadków nie jest mądrym!".

* * *

Rodanowska saga o współczesności jest wielowątkowa, wielopostaciowa, wielopłaszczyznowa, ale mimo to pisarz panuje nad konstrukcją struktury, akcja toczy się wartko, ma zaskakujące sensacyjne momenty, duży ładunek humoru i znakomite soczyste dialogi. Pisarz, jak rzadko kto, opanował technikę szybkiego, prawie filmowego montażu i jakby świadomie podkreśla to w Disneylandzie, gdzie na początku i końcu powieści stosuje metodę scenariuszową specyficzną dla brytyjskich seriali telewizyjnych.

Powieści te mają wiele realiów kojarzących się współczesnemu czytelnikowi (słynne afery finansowe, przekręty, wojny gangów, demonstracje, bieda maluczkich, balangowe życie "wyższych sfer" ), ale to co dziś stanowi spaczony element życia codziennego, zabawę w rozszyfrowanie nazwisk, co dziś może być żerem dla środowiskowych plotek - jutro będzie ważnym literackim dokumentem epoki.

I doprawdy niewiele znam współczesnych książek, które czytać będą Polacy następnych pokoleń. Kolejne pokolenia będą widziały nasz dzisiejszy, okrutny świat według Rodana.
Plastyczna wyobraźnia Andrzeja Rodana, język pełen inwencji i jego instynkt narracyjny sprawia, że do tego czteroksięgu często można wracać i zawsze znajdzie się coś nowego.

* * *

Osobnym tematem jest język erotyczny Rodana, bowiem te właśnie fragmenty jego powieści najchętniej są cytowane. Wprawdzie cytaty wypreparowane z kontekstu to najprymitywniejszy sposób atakowania i jak rzekł Ernst Jünger: "za pomocą cytatów można z równym powodzeniem postawić Goethego w rzędzie pornografów". Wróćmy tylko pamięcią do wielkich kampanii antypornograficznych atakujących Stefana Żeromskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Emila Zegadłowicza. Toż właśnie ich twórczość opatrywano mianem... "literatury kloacznej".

Podobnie było na Zachodzie, wystarczy wspomnieć Wiktora Hugo, Jamesa Joyce'a (aby mógł ukazać się "Ulisses" Joyce wydaje go w Paryżu), czy Henry Millera, który musiał emigrować z USA, bowiem nie miał tam żadnych szans na publikowanie własnych książek. Jeszcze w połowie dwudziestego wieku amerykański sąd musiał się wypowiadać na temat "czystości" szarpanych za lubieżność, niemoralność i erotyzm "Azylu", "Dzikich palm" Faulknera, czy "Poletka Pana Boga" Caldwella. "Lolita", najsłynniejsza powieść jednego z najwybitniejszych prozaików XX wieku, Vladimira Nabokova, została, po odrzuceniu przez czterech amerykańskich wydawców, opublikowana w 1955 roku w Paryżu, w wydawnictwie specjalizującym się w... pornografii. Nawet Günter Grass dostał etykietkę pornografa i żądano wycofania Blaszanego bębenka oraz Kota i myszy z bibliotek publicznych. Lista nazwisk jest długa.

Rodan tworzy własny język erotyczny, mimo że krępowany polskim konwenansem językowym, posługuje się nie tylko rzeczywistością biologiczną, ale wspaniałą alegorystyką, karkołomnymi metaforami i skojarzeniami dowodzącymi niezwykłej inwencji. Sam pisarz wkłada w usta Artura Pollana znamienne słowa: "nie można opisywać życia ludzkiego w przestrzeni ponad dwudziestu lat, pomijając życie seksualne. Byłby to fałsz". Kiedy Luella, przyjaciółka pisarza Pollana, zarzuca mu książkowe wulgaryzmy, i zapowiada kościelną anatemę, ten pyta: "Czy powieść o gangsterach może być pisana językiem warszawskich salonów? Czyż erotyka ma być opisywana językiem kościelnej kruchty nie zmienianym od tysiąca lat?"

Tak więc przy okazji jednej z jego książek słusznie pisze się: "Andrzej Rodan udowadnia, że mimo tysiącletniej walki Kościoła z seksem wcale nie odstajemy od Europy". (NIE, 29.06.2000 r.)

Natomiast pojawiające się niekiedy "wulgaryzmy" są okolicznością, nie intencją i z pewnością nie są przez pisarza wymyślone, bowiem jak celnie mówi gangster, jeden z rodanowskich bohaterów: "taki jest prawdziwy język polskiej ulicy".

* * *

Po kilku latach pracy ukazał się wielki rodanowski cykl powieściowy stanowiący panoramę naszego świata, naturalną historię epoki, literackie rozliczenie z polską rzeczywistością lat 1981-2002, złożony z czterech tomów: "Książę i Magdalena", "Styropianowy gang", "Mandaryni" i "Disneyland".
Zdaje się, że w finale Disneylandu, i Książę i Rodan są już zmęczeni swoją pracą, bohaterowie sagi są zmęczeni otaczającym ich światem i jego brutalnym realizmem, który poniekąd sami tworzą, i stąd w końcowej scenie Disneylandu na pytanie starego taksówkarza:
- I co będzie z nami dalej, Książę?
Szatan odpowiada zirytowany:
- A niech was diabli porwą! Należy mi się spokój.

* * *

Kim jest Andrzej Rodan? Pisarz, filozof, historyk kultury. Jako pisarz pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych w polskiej literaturze. Cieszy się uznaniem czytelników o czym między innymi świadczy blisko trzy miliony sprzedanych jego książek.

Pierwsze jego powieści "Okolice porno shopu", "Życie seksualne Papagejów", "Ostatnie dni Sodomy", "Moje życie z Marilyn Monroe" stają się wielkimi bestsellerami, ich olbrzymi nakład (każda edycja ok. 200 tysięcy egzemplarzy!) rozchodzi się błyskawicznie, są wznawiane, na czarnym rynku sprzedawane są kilkakrotnie powyżej ceny ustalonej przez wydawcę, wzbudzają powszechne polemiki prasowo-telewizyjne. Chyba nie było w Polsce czasopisma, które by nie wzięło udziału w polowaniu na Rodana, spora część egzorcystów domagała się zakazu pisania (tak! tak!), wycofania jego książek ze sprzedaży.

Były też liczne głosy przeciwstawne, bowiem Rodan doczekał się zagorzałych zwolenników budujących legendę swego idola ("Rodan wyprzedził nasze czasy, prowokuje, przełamuje tabu, jest nowoczesny. I stało się faktem, że w naszej zaściankowej, zakompleksiałej literaturze pojawił się europejski pisarz!" - tygodnik Kultura. "Z punktu widzenia współczesnego bestsellera Andrzej Rodan został wylansowany wbrew intencjom autorów antyrodanowej kampanii i stał się gwiazdą polskiej literatury zanim stał się pisarzem". - tygodnik Wprost). Błyskotliwy sukces nikomu wówczas nieznanego pisarza przyniósł mu wiernych czytelników i wrogów, a tych ostatnich głównie razi śmiałość i otwartość pisarza na sprawy obyczajowości, seksu, zakłamanych konwencji, ale nade wszystko... wysokie nakłady powieści.

Po latach tak zostanie podsumowany ten burzliwy okres twórczości pisarza: "Co prawda nie urządza się już polowania na Rodana, publicznego palenia jego książek (pierwsze odbyło się na oczach ogólnopolskiej wielomilionowej telewizyjnej widowni), nie pisze się petycji domagających się zakazu pisania i wycofania jego książek ze sprzedaży z uwagi na ich szokujący charakter, ale pisarz nadal pozostaje jednym z najbardziej prowokujących i kontrowersyjnych w polskiej literaturze" ( Angora).

Ale sam Rodan, jakby świadomie budujący swój image niepokornego obrazoburcy, podgrzewa kocioł, antagonizuje opinię publiczną. Na pytanie tygodnika "Angora": "Fragmenty pierwszych dwóch pańskich książek zostały opublikowane w RFN obok takich tuzów polskiej literatury jak Jerzy Andrzejewski, Witold Gombrowicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Witkacy, a z żyjących Roman Bratny, Marek Nowakowski... Jak pan tam trafił? Aż trudno uwierzyć, Rodan obok Gombrowicza?"

Andrzej Rodan odpowiada: "A tak szczerze?! Nie uważa pan Gombrowicza za nudziarza? Niemiecki tłumacz Wolfgang Jöhling szukał mnie po całej Polsce, bowiem nikt nie wiedział kim jestem, jak wyglądam, gdzie mieszkam. Nie byłem znany w związku literatów i w "Zaiksie".

Ale największe poruszenie wywołał, kiedy na pytanie tygodnika "Wprost": "Dlaczego zaczął pan pisać powieści? Do tej pory był pan znany jedynie w wąskim kręgu melomanów, jako autor piszący książki popularyzacyjno-muzyczne. Skąd więc to nagłe pojawienie się pańskich powieści?"

Andrzej Rodan prowokująco odpowiada: "Powieści zacząłem pisać wtedy, kiedy nie mogłem czytać. Chciałem poczytać coś dobrego, a więc usiadłem i napisałem!".

Wzbudziło to powszechne oburzenie, co chyba było zamiarem pisarza, a "Polityka" komentuje tę wypowiedź: "No i stało się. Rodan doczekał się sławy. Wojciech Mann podarł i spalił w telewizyjnym studiu "Okolice porno shopu". Płodny Rodan wydał "Ostatnie dni Sodomy". Także 192 tysiące egzemplarzy. Cena nominalna 590 zł, rozeszła się błyskawicznie. Podobno na bazarze - dwa tysiące złotych. Andrzej Rodan nie przejmuje się fochami niedopieszczonych purytanów. Gdy zapada zmrok, zaciąga story ze złotymi kutasami, zapala stylową lampę ze złotymi frędzlami, siada w pozłacanym fotelu, w purpurowym tużurku przetykanym złotą nitką i sięga po jedną ze swoich książek. Nareszcie ma co czytać!".

Ale faktycznie dla wielu Rodan, jako powieściopisarz, był człowiekiem znikąd, aczkolwiek dobrze był znany w krajowym życiu kulturalnym. Z sukcesem dotąd dyrektorował dużym przedsiębiorstwom estradowym, organizował olbrzymie, masowe widowiska telewizyjno-estradowe, jak na przykład Polskie Targi Estradowe ("organizując Polskie Targi Estradowe buduje sobie pomnik" - Dziennik Bałtycki), był redaktorem naczelnym wysokonakładowych czasopism ("długo oczekiwana przez młodzież, iście legendarna "Rock-Estrada" nie zawiodła swych czytelników, jest ewenementem na naszym rynku wydawniczym i stanowi cenny materiał dokumentacyjny dla eurorocka" - Wieczór, "magazyn nie leżał w kioskach dłużej niż jedno przedpołudnie" - Głos).

Był również pupilkiem mediów, które obdarzały go licznymi przydomkami: "Król polskiego showbiznesu" (Polityka), "Zanussi showbiznesu" (Szpilki), "Bruce Lee polskiej estrady" (Odgłosy), "Pierwszy prezenter krajowej rozrywki" (Panorama), kiedy nagle odważył się ten "przystojny menedżer o intelekcie Shopenhauera, a manierach szefa sycylijskiej mafii" (Polityka) opublikować swoje pierwsze niepokorne powieści, zburzyć dotychczasowy wydawniczy porządek.

Andrzej Rodan - literacki homo novus spoza wszelkich układzików, koterii pisarskich, etnicznych, ideologicznych i innych grup nacisku opiniotwórczego - zachował się jak szczupak w stawie z leniwymi karpiami...

* * *

Niedawno odwiedziłem pisarza w jego domu. Powodem była autoryzacja wywiadu do mojej książki. Właśnie kończę książkę, zbiór bulwersujących, często drastycznie szczerych wywiadów z gwiazdami polskiej muzyki rozrywkowej, filmu, teatru, telewizji, kabaretu, literatury, publicystyki itp., publikowanych na łamach międzynarodowego tygodnika ANGORA. Znajdą się tam m.in. "Ich Troje", Krzysztof Cugowski - Budka Suflera, Violetta Villas, Ewa Demarczyk, Krzysztof Krawczyk, Irena Santor, Hanka Bielicka, Tadeusz Drozda, Marcin Daniec, Barbara Czajkowska, Anna Dymna, Alicja Resich-Modlińska, Elżbieta Jaworowicz, Krzysztof Ibisz, Bogusław Kaczyński, Michał Bajor, Jerzy Urban, Andrzej Rodan... Książkę tę rozpoczyna specjalny wywiad z panią prezydentową Jolantą Kwaśniewską, ilustrowany jej zdjęciami we wnętrzach Pałacu Prezydenckiego, a kończy rozmowa z pisarzem Andrzejem Rodanem.

Rodan jest rozmówcą fascynującym, dowcipnym, dynamicznym. Jego twórczością interesuję się od wielu lat. Rodan ma autentyczne cechy wielkiego pisarza, niezbyt chyba docenianego przez krytykę, ale może jednego z największych prozaików naszych ostatnich pokoleń.

Właśnie siedzieliśmy w jego ogrodzie, ocienieni wielkim, żółtym, thaitańskim parasolem, na grillu smażyły się kiełbaski, kiedy zauważyłem na fotelu stojącym pod wiśnią kartonową teczkę z napisem "Seryjny monogamista - historia w pewnym sensie prawie miłosna". Okazało się, że jest to komputeropis nowej książki. Pisarz powiedział mi, że powieść ta odleżała się w komputerze trzy lata, zanim ostatnio zabrał się za nią i nadał ostateczny kształt.

"Seryjnego monogamistę" wziąłem do domu i... czytałem do białego rana. Jestem zachwycony i zauroczony. To niesamowite dzieło powaliło mnie na kolana! To najbardziej odważna i "zakręcona" powieść jaka została napisana w Polsce. Nie oderwiecie się od Seryjnego monogamisty do ostatniego zdania. Noc nie przespana - gwarantowana! W zasadzie tytuł powieści: "Seryjny monogamista, czyli historia w pewnym sensie prawie miłosna" jest jej najlepszym streszczeniem, w jednym zdaniu znajduje się przysłowiowy loglines, celny opis treści, hasło-wabik atrakcyjne dla czytelnika.

Jest to mocno zakręcona powieść magiczna o przewrotnej konstrukcji, w której realizm przeplata się z magią i objawieniami, rzeczywistość z tajemniczymi zakamarkami podświadomości głównego bohatera, humor z grozą, z tą wszechwładną niepewnością, że życie zawsze toczy się na skraju katastrofy.

Światem rzeczywistym seryjnego monogamisty rządzą specyficzne zasady moralne, bardzo ważne są emocje, seksizm, wahania, specyficzne rytuały i ucieczka w... nierzeczywistość.

I trafnie w tygodniku "Fakty i mity" ocenia tę powieść Julian Prokopowicz pisząc: "jest to powieść ekscytująca, o oszałamiającej wyobraźni, fajerwerkach pomysłów, zaskakującym finale. Główny bohater tej powieści reprezentuje męski agresywny indywidualizm, szowinistyczny antyfeminizm, ale to co może być przestrogą dla kobiet i informacją jakich mężczyzn powinny unikać, staje się... zachętą. Każda kobieta kocha faszystę, but na twarzy, brutala, brutalne serce" mówi cytowana w książce poetka. Główny bohater, pisarz, wypalony twórczo, milczący od lat, jest nieczuły, próżny, zakochany w sobie i swoim talencie, w jego umyśle prawdziwa miłość za którą tęskni i której poszukuje jest bardziej niebezpieczna od rewolweru". Ale przy tym wszystkim jest... nadzwyczaj sympatyczny, urokliwy jak Sam Spade w Sokole maltańskim ( w powieści są odniesienia do hammetowskiego bohatera).

Andrzej Rodan nie traktuje struktury powieści jako zbioru żelaznych zasad: fabuła wzbogacana jest fragmentami scenariusza filmowego, sztuki teatralnej (nota bene: "Seryjny monogamista" to świetny pomysł na film, jak i na monodram), dzieli powieść na sekwencje, sceny rozwijające narracyjny instynkt głównego bohatera (powieść pisana jest w pierwszej osobie), przedstawia również w tekście jakby fragmenty arcyciekawego, ironicznego eseju o wielkich pisarzach i ich słabostkach (prawdziwych) życia prywatnego, stosuje filmową technikę przeplatania (interleaving) licznymi wątkami retrospekcyjnymi, miesza realność z wizją, zawsze jednak przy zachowaniu dynamiki i ciągłości akcji. Jak powiedziałem: wszelkie struktury powieści jako zbiór żelaznych reguł zostały złamane.

Ale zanim Rodan złamał te zasady - najpierw je dobrze poznał.
Wiele scen tej powieści, nawet tak pozornie zwyczajnych jak kłótnia głównego bohatera z Basią o wakacje, finał romansu z Jolą, pełne humoru sceny z balu sylwestrowego, poszukiwanie, a potem przeszukiwanie domu Magdy, wypadek samochodowy na niemieckiej autostradzie, samobójstwo Heleny, poszpitalny "romans" pięknej panny Hanny ze Zdzichem, niezwykłe przypadki z życia Marysi (Wesoły Wdowiec, ucieczka od Zamurowańca w Zakopanem), przekomiczne, filozoficzne rozmowy z Bogiem-Kuzynem, historia Adrienne, inkwizytora i Madeleine Michelet, czy miłość Basi do Kangura, który zostawia narzeczoną z dzieckiem i "podbija" Niemcy - zawierają w sobie takie elementy dramatu jak katastrofa lotnicza.

Zaletą książki są również dialogi: dowcipne, jędrne, bezpośrednie, szybkie jak piłeczka na korcie tenisowym. Sprawiają wrażenie, że są dialogami bohaterów powieści, nie pisarza. Rodan we wszystkich swoich powieściach ma wyjątkowy słuch do dialogów.

Wszystkie postaci, jak w dobrym scenariuszu filmowym, wprowadzone są do akcji już w pierwszym rozdziale powieści i pozostają do końca w jej przestrzeni. Każda strona to niespodzianka, nieprzerwany strumień pomysłów. "Seryjny monogamista" to powieść pełna namiętności, obsesji, mocnych scen, znakomitych dialogów, "jest to powieść ekscytująca, o oszałamiającej wyobraźni, fajerwerkach pomysłów" i dodam: zaskakującym, absolutnie nieprzewidywalnym finale.
To powieść magiczna!...

* * *

W Księciu i Magdalenie, Styropianowym gangu, Mandarynach i w Disneylandzie -jedną dziejową fazę z życia narodu pisarz przedstawił na przykładzie losów kilku rodzin. Rodan pisze z drwiącym uśmiechem, w tonacji prześmiewczej, nie zawsze jest bezstronny, ma szczególny dar wyobraźni, umiejętność obserwacji, energię językową, stanowi miarę swego czasu, jest jego świadkiem i wierzy w swoje siły, co drażni poniektórych.

Bowiem Andrzej Rodan tworzy na całkowitym uboczu literackich koterii, poza nimi, jest outsiderem, a raczej sidemanem, używając bliskiej pisarzowi terminologii jazzowej (w latach studenckich Rodan był leaderem popularnych grup "Hot Seven" i "Old Jazz Stompers", był dixielandowym szefem "OJS" w filmie Marka Piwowskiego i Feriduna Erola pt. Kirk Douglas, w którym wystąpił legendarny "ostatni kowboj" Kirk Douglas) sidemanem, czyli solowym muzykiem nie wchodzącym w skład orkiestry.

Sam pisarz w wywiadzie dla "FiM" mówi: "Ja tworzę poza wszelkimi koteriami literackimi i wydawniczymi, nie biorę żadnego udziału w życiu literackim kraju, bo tu nie ma życia literackiego, ani w ogóle życia. Jestem samotnym wilkiem."

Rodan nie jest klientem opiniotwórczych bulwarowych czasopism nadmuchujących anemiczne wielkości pisarskie, ani członkiem stowarzyszeń literackich, nie walczy aby go ktoś rozumiał, głucho o nim w krajowych leksykonach, być może dlatego, że jak ongiś napisał prof. Artur Sandauer w "Literaturze" o Instytucie Badań Literackich: "IBL-owcy piszą dla kolegów, a nie dla szerokiej publiczności".

Natomiast jest bardzo popularny wśród czytelników i jestem przekonany, że historia dokona weryfikacji i pisarz ten wejdzie do literatury na pełnych, należnych mu prawach.

Andrzej Rodan jak stwierdzono: ma autentyczne cechywielkiego pisarza i jest jednym z największych prozaików naszych ostatnich pokoleń, a ja dodam od siebie: może jest jednym z największych polskich pisarzy .

BOHDAN GADOMSK